
Manifest
"To nie jest blog"
Jeszcze nigdy grafomani wszelkiej maści nie mieli tak prostych i szybkich sposobów prezentacji braku talentu jak dziś.
Czekaliśmy na blogi, bo nie jesteśmy wrogami blogów jako takich. Zdarzają się blogi, które czytamy, a nawet sami mamy w swoim życiorysie pewne dokonania w tym zakresie. Dobrych blogów jest jednak zatrważająco mało, za to na każdym kroku można trafić na złe i bardzo złe. Jeszcze nigdy grafomani wszelkiej maści nie mieli tak prostych i szybkich sposobów prezentacji braku talentu jak dziś.
Czekaliśmy na blogi pisarzy, publicystów, artystów z nadzieją na Coś. Niestety, rozczarowaliśmy się. I bardzo żałujemy, bo wraz z naszym rozczarowaniem blogami padła legenda ich autorów. Jaki proces myślowy musiał zajść we wspomnianych wyżej głowach, żeby w jego wyniku dojść do wniosku, że wynurzenia o deszczu za oknem i własnej niechęci do życia lub psiej kupie na skoszonym trawniku to może być temat na poemat. Otóż, nie może.
Specyfika blogów zachwyciła niekoniecznie utalentowane jednostki. Nie ma redakcji, nie ma oceny, nie ma zastanowienia się, nie ma pracy nad tekstem, nie ma krytycyzmu. Jest żywiołowa radość blogowania, Matko jedyna!
"Blogaski" stały się nośnikiem tych wszystkich złych cech. Uważamy, że można pisać w internecie w porządny sposób, także na blogach. "Blogowy" sposób pisania nie jest żadną nową jakością językową, a zwykłym niedbalstwem. Zgadzamy się, że są nowinki, których nie było w epoce przedblogowej, ale nie kłócą się one wcale z troską o przekaz. No to my się zatroszczymy.