Saturday, 2 July 2016


Przydrożny Strażnik Teksasu

Zdjęcie: 

Autokar zatrzymał się pośrodku niczego, o co akurat nie jest w Peru trudno, a do środka wkroczył on – przydrożny Strażnik Teksasu.

Zaczęło się od krótkiegho expose, w którym była mowa, że razem z ziomkami stoją tu na straży prawa i porządku. No a służba społeczeństwu to rzecz nader piękna i zajebiście szlachetna, ale trzeba mieć za co kupić kurczaka powszedniego i naboje. Wszystko to wymonologował beznamiętnie, bez cienia agresji, jakby leciał z pamięci wierszyk na szkolnym apelu.

Niby datki były dobrowolne, ale objawił się paradoks tacy. Prawie każdy pasażer poczuł się w obowiązku uczestniczyć w zrzutce, chociaż z potrzebą serca nie miało to nic wspólnego. Znaczy się jak na przeciętnej mszy. Może dlatego, że gość w koszulce z napisem „SEGURIDAD” („OCHRONA”) miał przy pasku klamkę. A być może dlatego, że niektórzy rzeczywiście wierzyli gdzieś tam w kazamatach serca, że wraz z kumplami chroni ten arcyniebezpieczny szlak do Tarapoto przed bandytami. Chociaż dla nieprzywykłych do takich akcji gringos, była to po prostu szalona egzotyka i zafascynowani rzuciliśmy szeryfowi po soli.


Dodaj komentarz