Skąd się wzięło · jak działa · co kryje pod powierzchnią

NIEBLOG

Niezwykła nauka i materiały

Dlaczego termometr ma kapilarę?

Ciecz w bańce rozszerza się trochę. Wąski kanalik zamienia ten mały przyrost objętości w długi, czytelny słupek na skali. Bez kapilary termometr cieczowy byłby albo niewrażliwy, albo nieczytelny.

Zbliżenie medycznego termometru rtęciowego z wąskim kanalikiem i słupkiem cieczy przy skali
Bańka mieści większość cieczy. Kapilara jest tak wąska, że mały przyrost objętości daje wyraźny ruch słupka.

Termometr cieczowy wygląda jak prosta rurka ze skalą. W środku jest bańka z cieczą i cienki kanalik, przez który ciecz „wchodzi w górę”, gdy robi się cieplej. Ten kanalik nazywa się kapilarą. Bez niego przyrząd nie miałby sensu w znanym nam kształcie.

Najprostsza odpowiedź brzmi tak: ciecze rozszerzają się przy ogrzewaniu stosunkowo niewiele. Żeby ten mały przyrost objętości było widać na skali długości, trzeba go przepchnąć przez bardzo mały przekrój. Wąska rura zamienia małą zmianę objętości w dużą zmianę wysokości słupka.

Model: bańka duża, przekrój mały

Weźmy idealny obraz. Bańka ma objętość V. Kapilara ma pole przekroju A. Przyrost temperatury o ΔT zwiększa objętość cieczy o mniej więcej V · γ · ΔT, gdzie γ to współczynnik rozszerzalności objętościowej cieczy. Jeśli cały ten przyrost trafia do kapilary, wysokość słupka rośnie o

Δh ≈ (V · γ · ΔT) / A.

Im większa bańka i im mniejszy przekrój kanalika, tym większy ruch słupka na stopień. Dlatego termometr nie jest szeroką rurką wypełnioną po brzegi. Jest zbiornikiem i mierniczą rurką o małym A.[1]

Szeroka rura zepsułaby dwie rzeczy naraz. Po pierwsze, ten sam przyrost objętości dałby zbyt mały przyrost wysokości, więc skala byłaby ściśnięta i nieczytelna. Po drugie, przy szerszym menisku trudniej wskazać „gdzie kończy się ciecz” z precyzją ułamka działki. Kapilara nie jest kaprysem dmuchacza szkła. Jest wzmacniaczem geometrycznym.

Szkło też się rozszerza. Odczyt termometru cieczowego jest więc zawsze różnicą zachowania cieczy i bańki. W praktyce kalibruje się gotowy przyrząd na punktach stałych, zamiast ufać samemu wzorowi z podręcznika. Nierównomierność przekroju kapilary po długości wprowadza dodatkowy błąd: ta sama objętość daje inną długość słupka w innym miejscu rurki. Stąd historyczna obsesja instrumentników na punkcie „cylindrycznego”, równomiernego kanalika.[1][2]

Medyczny termometr cieczowy z widoczną bańką, kapilarą i strefą, w której słupek może się urwać
Bańka, wąski kanalik i skala obok. W termometrach lekarskich bywa jeszcze przewężenie, które pomaga zatrzymać maksymalny odczyt.

Dlaczego nie szeroka rura „dla wygody”

Można wyobrazić sobie termometr jak menzurkę: szeroki cylinder, ciecz w środku, kreski na ściance. Do pomiaru temperatury to słaby pomysł. Rozszerzalność liniowa słupka byłaby za mała, a odczyt menisku niewygodny. Można też wyobrazić sobie samą długą, wąską rurkę bez bańki. Wtedy za mało jest cieczy, której rozszerzenie ma napędzać ruch. Sensowny kompromis to właśnie duża bańka i wąska kapilara.

W termometrach laboratoryjnych i kuchennych widać tę geometrię od razu. Bańka jest grubym zbiornikiem. Stem (trzonek) jest cienki, czasem z soczewkowym szkłem, które powiększa wygląd słupka. Skala może być trawiona na szkle albo drukowana na osobnej płytce. Ale ruch mierzony jest zawsze w kanaliku.

Alkohol wcześniej, rtęć później

Zanim upowszechniła się rtęć, popularne były termometry na „spirytusach”, czyli alkoholu. Alkohol rozszerza się silniej niż rtęć, więc łatwiej dostać duży ruch słupka. Ma też wady: niższy punkt wrzenia ogranicza zakres, a zachowanie bywa mniej wygodne przy precyzyjnej, powtarzalnej skali. W XVII wieku pojawiały się też próby rtęci. Ismael Boulliau około 1659 roku miał uznać rtęć za mniej responsywną niż spirytusy i od niej odejść. To przypomnienie, że wybór cieczy nie był oczywisty od pierwszego eksperymentu.[3]

Daniel Gabriel Fahrenheit zaczął od termometrów alkoholowych (około 1709). Od 1713 eksperymentował z rtęcią. Około 1714, pracując między innymi ze szklarzami w Berlinie i Dreźnie, doprowadził rtęciowe przyrządy do postaci, którą dało się sprzedawać i porównywać. Do 1717 roku produkował je komercyjnie. Rtęć ma szeroki zakres stanu ciekłego, stosunkowo równomierne rozszerzanie w typowym zakresie meteorologicznym i dobrze „czytelny” menisk w szkle, jeśli jest czysta i nie moczy ścianek.[3][4]

Wąska kapilara była tu podwójnie ważna. Rtęć rozszerza się mniej niż alkohol, więc bez małego przekroju ruch słupka byłby zbyt skromny. Jednocześnie równomierność kanalika decydowała o tym, czy dwa termometry Fahrenheita wskażą to samo po kalibracji na tych samych punktach. Historia termometrii w ujęciu W. E. Knowlesa Middletona podkreśla właśnie ten splot: ciecz, szkło, kalibracja i powtarzalność instrumentów, nie sam „wynalazek rurki”.[3][4]

Skala Fahrenheita, z punktami opartymi między innymi o mieszaninę lodu i soli oraz o topnienie lodu, rozeszła się razem z jego rtęciowymi termometrami. Anders Celsius opisał swoją skalę w 1742 roku. Spór o jednostki nie zmienia geometrii: i tak potrzebna była kapilara, żeby różnicę między punktami stałymi rozciągnąć na czytelną długość trzonka.[3]

Długi termometr alkoholowy z czerwoną cieczą w bańce i wąskiej kapilarze przy skali
Termometr alkoholowy. Silniejsza rozszerzalność alkoholu ułatwia odczyt, ale zakres i zachowanie cieczy są inne niż u rtęci.

Co jeszcze robi wąski kanalik

Kapilara wpływa też na dynamikę. Ciecz musi przepłynąć wąskim przewodem. Zbyt wąski i zbyt długi kanalik spowalnia odpowiedź przyrządu. Zbyt szeroki psuje czułość. Instrumentnicy dobierali kompromis pod zastosowanie: meteorologia, medycyna, kuchnia, laboratorium.

W termometrach lekarskich rtęciowych bywało przewężenie nad bańką. Słupek po wyjęciu z ust albo pachy urywał się w tym miejscu i zostawiał maksymalny odczyt do momentu „strząśnięcia”. To osobna funkcja, ale nadal oparta na kontroli przepływu w wąskim szkle. Dziś w wielu krajach rtęć w termometrach medycznych wycofano ze względu na toksyczność. Zastąpiły ją inne ciecze, galinstan, elektronika. Geometria bańka plus wąski kanał w wersjach cieczowych została.

Nierównomierność kapilary, nawet mała, psuje liniowość skali. Prace dydaktyczne z fizyki pokazują, jak modelować rurkę o zmiennym przekroju i poprawiać odczyt. W praktyce precyzyjny termometr cieczowy albo się kalibruje punkt po punkcie, albo ustępuje miejsca czujnikom elektrycznym, gdy potrzeba lepszej niepewności niż to, co daje szkło i menisk.[2]

Skala jest długością, nie magią kresek

Gdy Fahrenheit i jego następcy ustawiali punkty stałe, odległość między nimi na trzonku zależała od bańki, cieczy i przekroju kapilary. Te same dwa punkty na szerokiej rurze siedziałyby blisko siebie. Na wąskiej kapilarze rozciągały się na wygodny odcinek, który dało się dzielić cyrklem na mniejsze części. Stąd praktyczny związek między geometrią a skalą: najpierw trzeba mieć ruch słupka, potem dopiero sensownie nazywać działki.

Alkoholowy termometr kuchenny albo laboratoryjny pokazuje ten sam układ w jaskrawym kolorze cieczy. Rtęciowy dawał srebrny słupek i inny zakres. Elektronika mierzy opór albo napięcie i wyświetla liczbę. Ale pytanie o kapilarę dotyczy właśnie tej epoki, w której temperaturę czytało się jako położenie menisku. Bez wąskiego kanalika położenie menisku prawie by się nie ruszało.

Termometr cieczowy na zewnątrz wskazujący około minus 22 stopnie Celsjusza, z długą kapilarą i skalą
Długi trzonek i wąski słupek. Przy niskiej temperaturze widać, jak bardzo odczyt zależy od przesunięcia cieczy w kapilarze.

Ostrzeżenie praktyczne: stare termometry rtęciowe zawierają toksyczny metal. Pękniętego przyrządu nie sprząta się odkurzaczem ani gołą dłonią. W wielu miejscach takie termometry wycofano z obiegu medycznego właśnie dlatego. Do domowych doświadczeń z rozszerzalnością lepiej nada się bezpieczny termometr alkoholowy albo czujnik elektroniczny.

Kapilara jako odpowiedź na skalę

Pytanie „dlaczego termometr ma kapilarę” wraca do tego samego gestu, który robi się przy odczycie: szukasz końca słupka przy kresce. Żeby kreski miały sens, mała zmiana temperatury musi przesunąć ten koniec o zauważalny odcinek. Bańka dostarcza objętości. Kapilara dostarcza wzmocnienia długościowego. Historia alkoholu i rtęci dobierała ciecz do zakresu i powtarzalności. Bez wąskiego kanalika żadna z tych cieczy nie dałaby czytelnego przyrządu w formie, którą znamy ze ściany, z szuflady kuchennej i ze starych stacji meteorologicznych.

Źródła i dalsza lektura

  1. Opis termometru rtęciowego w szkle i roli kapilary. Model bańki, kanalika i skali oraz zarys historii.
  2. J. Pellicer, J. A. Manzanares, S. Mafé, „The mercury-in-glass thermometer of non-uniform capillary tube”, Physics Education / opracowanie UV. Wpływ nierównomiernego przekroju kapilary na odczyt.
  3. W. E. Knowles Middleton, A History of the Thermometer and Its Use in Meteorology, Johns Hopkins Press, 1966. Klasyczna historia termometrów cieczowych, Fahrenheita i skal.
  4. Hasło o Danielu Gabrielu Fahrenheicie i chronologii termometrów rtęciowych. Daty prac z alkoholem i rtęcią oraz kontekst kalibracji.

Informacja o fotografiach

Zdjęcie otwierające: Jurii, CC BY 3.0, Mercury-thermometer.jpg.

Termometr z przewężeniem: Ralf Pfeifer, CC BY-SA 4.0, FieberthermometerFadenAbrissZone.jpg.

Termometr alkoholowy: Rhetos, CC0, Alkoholthermometer (Lernwerkstatt).jpg.

Termometr w mrozie: Markus Säynevirta, CC BY-SA 4.0, Liquid-in-glass thermometer showing -22°C....

Autor: Krystian Welcel

Piszę o przedmiotach, miejscach i zjawiskach, które skłaniają mnie do sprawdzenia, skąd się wzięły i jak naprawdę działają. Nieblog jest niezależnym projektem redakcyjnym. Więcej o autorze.

Znalazłeś błąd? Napisz na: .

  • Kropla księcia Ruperta: szkło, które wytrzymuje młotek i rozpada się po dotknięciu ogona

    Historia i fizyka kropli księcia Ruperta. Dlaczego jej główka wytrzymuje ogromny nacisk, ogon uruchamia gwałtowne pękanie, a jeden mały kawałek szkła potrafi rozpaść się na ponad 20 tysięcy fragmentów.

  • Dlaczego lód ślizga się pod łyżwą

    Łatwa odpowiedź brzmi: nacisk łyżwy topi lód, a woda smaruje. Problem w tym, że łyżwy działają też przy temperaturach, przy których ciśnienie nie wystarcza do topienia. Dziś kluczową rolę przypisuje się tarciu, cienkiej warstwie powierzchniowej i dziwnej reologii tej warstwy.

  • Dlaczego suche spaghetti nie pęka na dwa kawałki?

    Suche spaghetti zginane za końce zwykle pęka na trzy albo więcej kawałków. Richard Feynman zostawił to bez modelu. W 2005 roku fizycy pokazali falę zginania po pierwszym pęknięciu, a w 2018 zespół z MIT dostał dwa kawałki dopiero po mocnym skręceniu pręta.